Deathrush
Gitarą, mikrofonem, dosłownie kablem - wczoraj mogłem być każdym z tych przedmiotów, byle tylko móc się dostać w ręce blondwłosej gitarzystki i wokalistki norweskiego zespołu Deathcrush. Kiedy ten ostatni owinęła sobie wokół szyi, wymamrotałem pod nosem: zwiąż mnie! Szkoda, że nie mogła tego zauważyć. Należę do szczęściarzy. Do grona tych osób, które jednakże Deathrush na scenie T-Mobile Music zdążyły spostrzec. A wielu się nie udało, bo w ostatniej chwili zmieniona została kolejność środowych występów. Zamiast na końcu, ostre norweskie dziewczyny wystąpiły na otwarcie imprezy w Arsenale, a wieczór zamykał specjalista od ambientowych brzmień - Biosphere. Zamiana w zasadzie zasadna - jego muzyka idealnie pasuje przecież do nocnej pory, kiedy wszyscy już się wygadają, rozluźnią i na dobre zapomną o całym, bożym świecie, a nie jako imprezowy rozgrzewacz. Byli w środę co prawda tacy, którym z wolna nakręcający się set Norwega nie przypadł do gustu i niecierpliwie przebierali nogami, oczekując jakiegoś dynamiczniejszego rozwinięcia (choćby uwierzcie, i tak wprowadzał do setu sporo żywszych elementów), czy nawet tanecznych bitów (jeden z imprezowiczów pokusił się wręcz o celny komentarz. |
|
Adres www: http://98.253.195.168 |
|


