Recenzja płyty FuckTEDE/Glam Rap
#mce_temp_url#Stosunkowo niedawno, bo w 24 czerwca wyszła nowa płyta komercyjnego rapera Tede, jak to zacnie określił go Pastor Kris, tego "grubasa z Warszafskiego Deszczu". Heh, fajnie, pomyślałem sobie, będzie czego posłuchać. Tytuł jest bardzo wyniosły i niesie za sobą jakże wielkie przesłanie a brzmi on "fuckTEDE/Glam Rap". Od razu na stronie Youtube.com można było zobaczyć prawdziwą historię filmiku umieszczonego wcześniej, w którym to niejaki MichałPZN taguje sklep N2 tytułem pierwszej części nowej płyty. Akurat bardzo się nie zdziwiłem że za akcją stał pan Jacek, który wszystko nagrywał swoim telefonem. No, preorder na HolaHola zamówiony, to pozostało mi tylko czekać. Płyta przyszła w dzień premiery. Mimo drobnych komplikacji związanych z odbiorem przesyłki wszystko poszło pomyślnie i przed południem album leżał na moim biurku gotowy do odsłuchu. Otworzyłem to prawie pancerne pudełko, wyjąłem nowy nabytek od TDF´a i od razu rzuciła się w oczy okładka i to facebookowe "f". No cóż, otworzyłem, wypadły jakieś reklamy, wyjąłem książeczkę, żeby zaspokoić ciekawość dotyczącą tracklisty i gości i po końcowym upajaniu doszedłem do wniosku, że ZGR (dla niekumatych: grafik) wykonał kawał dobrej roboty nad poligrafią. No, koniec z zachwytami nad okładką, trzeba było włożyć pierwszą płytkę do napędu. Od razu włączyło się "Intro", które, można by rzec, fajnie wprowadzało w klimat całej płytki. Dało się usłyszeć genezę tytułu, kilka oskreczowanych fraz "fuck Tede" i klasyczny wstępik. Dobra, jest i kolejny track. I tu miłe zaskoczenie: "Kalash", bo tak głosi tytuł, jest kontynuacją "Glokka" z 5 płyty Tedego pt "Esende Myllfon". Bit bardzo dobrze wykonany, podobny do tego, który wykonał Matheo w pierwszej części. Tede skończył nawijać i wjechał kolejny track, "Gryzę się w język". I od razu pierwsze wersy "[...]to jest taki kawałek o miłości" |
|
Adres www: http://117.199.140.177 |
|


